Skocz do zawartości

Welcome to Świat Koni
Register now to gain access to all of our features. Once registered and logged in, you will be able to create topics, post replies to existing threads, give reputation to your fellow members, get your own private messenger, post status updates, manage your profile and so much more. If you already have an account, login here - otherwise create an account for free today!

Lonża. Sens, czas, kiedy na co, po co? Cel.

Lonża czas cel

44 odpowiedzi w tym temacie

#1
fuzja1

    fruzja1 ,,leśny driverek"

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 3297 postów
Temat może nie nowy, ale poruszający kwestię całościowo. Bardziej zakładam pod kątem przeczytania go przez pewne osoby/ chcę podesłać im linka/.
Krótko napiszę jak ja widzę sens pracy na lonży, pominę już wiek koni.
- lonża przed zajeżdżaniem, nieraz kilka tyg. lub nawet m-cy, stosuje się przy tym często patenty mające na celu ukształtować sylwetkę, wzmocnić pewne partie ciała pod przyszłą pracą pod człowiekiem / ciężarem/


Miejsce na dyskusyjność zastosow. patentów zostawiam dla innych forumowiczów.

- lonża koni po kontuzji,rekonwalescentów itp w celu kontroli jego ruchu /bezpieczeństwa/
- lonża dla spuszczenia energii przed dosiadaniem rozluźnienia przed startem itp

- lonża w trakcie treningu na przestrzeni m-cy, lat tzw korygująca, ustawiająca, rozwiązująca jakieś problemy, nawyki itp,

I pytanie: jaki jest sens lonży dla konia będącego od wielu m-cy pod siodłem, przeznaczonego do rekreacyjnych jazd. Był wcześniej lonżowany przed zajeżdżaniem, a potem w międzyczasie . Koń chodzący od m-cy w tereny również pracowany na ujeżdżalni bardziej sporadycznie ze wzgl na zimowy czas i brak warunków.
Pytanie ost. Wg kogoś temu koniowi przyda się lonża do złapania równowagi. :shock: Czy nie właściwszą drogą na jego etapie jest normalna praca na placu pod jeźdźcem ? Inaczej: czy obecnie lonżowanie nie będzie zawracanie kijem rzeki ?
Konie są szczere. Zawsze powiedzą Ci jak jest naprawdę. Drugi człowiek powie Ci swoją opinię, ale koń powie Ci fakt. Niektórym ciężko jest to udźwignąć.
Ray Hunt

#2
Martunia005

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 2134 postów
Fuzja a czy jesteś pewna że konia po kontuzji powinno brać się na lonżę? "Moje konie" które powracały na nowo w trening zawsze szły pod siodło bo z siodła jest lepiej zapanować nad koniem. (oczywiście nie mówię tutaj o długiej jeździe tylko 20minuowym kłuso-stępie). Po za tym konie po kontuzji nie powinny chodzić po małym ciasnym kole.
A miało być tak pięknie
miało nie wiać w oczy nam
i ociekać szczęściem
miało być "sto lat! sto lat!"

#3
fuzja1

    fruzja1 ,,leśny driverek"

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 3297 postów
Ja nie napisałam w sensie co ja uważam tak na bank i nie jak te cypryjskie :) tylko z jakimi sytuacjami się spotkałam i to w klubach sportowych. Na lonżę po kontuzji wyleczonej, na lonżę po to aby mieć kontrolę nad jego ruchem ,bo nieraz konie wyposzczone z ruchu a wypuszczone luzem dostają amoku, a po zastaniu wskazany raczej ruch kontrolowany np stęp., lekki kłus ;) Z dwojga złego: amok na padoku czy kontrolowany ruch nawet z zagalopowaniem z ,,woli" konia , to drugie chyba bezpieczniejsze dla niego ?
Piszę z perspektywy tego co widziałam, sama dostawałam takie konie, może komuś nie chciało się dosiąść, brakło czasu kiedy do objeżdżenie kilka koni, może koń był nie ujeżdżony, nie było mody na spacery w ręku, itd..
Konie są szczere. Zawsze powiedzą Ci jak jest naprawdę. Drugi człowiek powie Ci swoją opinię, ale koń powie Ci fakt. Niektórym ciężko jest to udźwignąć.
Ray Hunt

#4
salkada

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 490 postów
W stajni mamy aktualne dwa konie wdrażane do pracy po zabiegach. Już po okresie spacerów w ręku, w trakcje wdrażania do pracy. W obu przypadkach zalecenia jednakowe. Stęp i kłus POD SIODŁEM ewentualnie w ręku. Lonża - odpada.
Wszystko jednak zależy od rodzaju kontuzji... chyba.
Jednak tez mi się wydaje, ze w przypadku kulawizn, urazów, zabiegów, praca po prostej, nie na kole i baaaaaardzo nadzorowana. Na lonży pełnego nadzoru niestety nie ma, nie mam wpływu na bruki, wspinania tudzież inne formy wyzbywania się nadmiaru energii.
99% problemów z komputerem jest gdzieś między klawiaturą a krzesłem

#5
Martunia005

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 2134 postów
Salkada dwa konie w tym samym czasie do wdrażania do pracy? Współczuję... Konie pewnie mają dużo energii i się szybko gotują jak czajnik z wodą.
A miało być tak pięknie
miało nie wiać w oczy nam
i ociekać szczęściem
miało być "sto lat! sto lat!"

#6
Maria89

    "Młoda szlachcianka z kasztanką"

  • Moderator
  • 14904 postów
Generalnie zasada lonzowania jest taka, że jest to PRACA tyle, że bez jeźdźca na grzbiecie. I tak samo jak podczas jazdy planujemy ćwiczenia takie czy takie, poprawę tego czy tamtego tak samo powinno się mieć jakieś założenia dla lonzowania. Każdy koń wymaga innego podejścia, innych ćwiczeń, innego wypięcia (jeśli w ogóle uzywamy jakichkolwiek wypinaczy) itp, dlatego nie możemy mówić o jakimś schemacie. Ze względu na to, że każda lekcja (tak sobie nazwałam pracę z koniem) ma inne założenia, więc każda może wygladać inaczej. Jedyne co łączy wszytkie sposoby lonzowania to to, że koń pracuje na kole (co w dłuższej perspektywie jest dla niego niekorzystne).

Jeśli chodzi o mnie to ja nie lubie spuszczania pary za pomocą lonżowania. Ja spuszczam parę luzem. Jeśli koń czuje potrzebę biegania lub brykania to zdejmuję mu wszystkie habręzie i niech sobie pobryka sam, bez sznurka. Ale nie polega to na tym, że puszczam go na padok i zostawiam samopas. Stoję na środku i kontroluję, zeby to był ruch a nie, że koń sie przeleci jedną prostą a potem stanie przy wyjściu i stoi. Natomiast jeśli chcę wziąć konia na lonżę, żeby spuścić parę przed jazdą to nie pozwalam na bieganie czy brykanie po próżnicy. Niech spali nadmiar energii pożytecznie - pracując. Tym bardziej, że musielibyśmy tego konia ganiać do usranej śmierci, by zgubił na tyle pary, żeby później nie miał siły robić tego pod jeźdźcem.
Dołączona grafika

Ic maj lajf :D

#7
salkada

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 490 postów

Wyświetl postUżytkownik Maria89 dnia 02 maj 2013 - 13:00 napisał

Ja spuszczam parę luzem. Jeśli koń czuje potrzebę biegania lub brykania to zdejmuję mu wszystkie habręzie i niech sobie pobryka sam, bez sznurka. Ale nie polega to na tym, że puszczam go na padok i zostawiam samopas. Stoję na środku i kontroluję, zeby to był ruch a nie, że koń sie przeleci jedną prostą a potem stanie przy wyjściu i stoi. Natomiast jeśli chcę wziąć konia na lonżę, żeby spuścić parę przed jazdą to nie pozwalam na bieganie czy brykanie po próżnicy. Niech spali nadmiar energii pożytecznie - pracując. Tym bardziej, że musielibyśmy tego konia ganiać do usranej śmierci, by zgubił na tyle pary, żeby później nie miał siły robić tego pod jeźdźcem.
YES! Nie lubię widoku lonżowanego konia przed każdą jazdą, bo koń elektryczny, energiczny i do przodu to niech polata godzinę w kółko bez jakiegokolwiek innego celu niż bieg po kole...
Choć sama ostatnie trzy razy przy wsiadaniu na kobyłkę po przejściach lonżowałąm ją "bez niczego" jednak cel był prosty, poznać, zobaczyć, sprawdzić jak reaguje na głos a przy okazji wyzbyć się nadmiaru energii... jednak nie zamierzam kontynuować takiej praktyki bez końca!
Lonża = praca.

Martunia005 w stajni są dwa, ale pode mną jeden :) Plus tego taki ze etap pierwszy ma już za sobą i nie pędzi na złamanie karku by tylko z zadu postrzelać, zaczyna już wychodzić na padok z dwoma emerytkami (ma swój harem!) Jednak lonża - odpada w przypadku tego konia.

Ja lubię lonżować kopytne, lubię pracować "z ziemi" jednak z umiarami głową i postawionym jasnym i klarownym celem.
99% problemów z komputerem jest gdzieś między klawiaturą a krzesłem

#8
DziewczynaWKapeluszu

    niemowlak

  • Użytkownik
  • Pip
  • 8 postów
  • Miejsce zamieszkaniaPolska
Propo lonżowania po kontuzji, moje zdanie brzmi podobnie jak kilku osób wcześniej. A już tym bardziej lonżowanie po kontuzji statów jest bardzo niewskazane (a przynajmniej według moich przemysleń), ponieważ stałe chodzenie po kole (szczególnie w wyższych chodach) obciąża stawy.
Osobiście mam konia (a raczej miałam, bo z powodu kontuzji chwilowo koleżanka go przejęła) pod opieką konia, który bardzo szybko regeneruje siły i daje mocno popalić, a także szybko się dekoncentruje. I mój sposób jest bardzo prosty - rano na lonża, po południu pod siodło. Z tym, że na lonży nie puszczam go luzem, bo to nie ma sensu. Nawet nie pozwalam mu galopować, ale za to wprowadzam dużo drążków. Wiele z nich muszę też pokonywać praktycznie razem z koniem, ale warto, bo taka praca na prawdę pomaga, zarówno uspokajająco, jak i na koncentrację. W lonży fajne jest to, że my koniom tylko trochę pomagamy, tylko w pewnym stupniu nim kierujemy i tym samym zmuszamy go, aby sam pomyślał nad nogami, głową, zebraniem, tempem itd.

#9
Maria89

    "Młoda szlachcianka z kasztanką"

  • Moderator
  • 14904 postów
Na lonży obciążone są nie tylko stawy.
Bardzo dobrym sposobem na poprawę koncentracji i na wyciszenie/uspokojenie jest właśnie regularne padokowanie. Jak mamy konia wyluzowanego, skoncentrowanego to z takim koniem można na lonży pracować i nie trzeba się skupiać na uspokojeniu go. A lonzowanie luzem jak najbardziej ma sens, tyle, że nie może polegać na samym ganianiu konia. Tak samo jak zagalopowania. Jeśli kon umie chodzić poprawnie na lonzy to ćwiczenie zagalopowań jest jak najbardziej dobre choćby do pracy nad podstawieniem zadu i wzmocnieniem grzbietu.
Nie bardzo też rozumiem stwierdzenie, że koń sam myśli nad nogami czy głową. Tak samo jak z zebraniem i tempem. Możesz nieco rozwinąć?
Dołączona grafika

Ic maj lajf :D

#10
DziewczynaWKapeluszu

    niemowlak

  • Użytkownik
  • Pip
  • 8 postów
  • Miejsce zamieszkaniaPolska
Tak, też osobiście jestem jak najbardziej za padokowaniem. Koń padokowany to koń rozluźniony, tak jak piszesz. Problemem jest mój trener, który za padokowaniem nie jest. Nie mam całkowicie wolnej ręki, ponieważ koń nie jest ani moją własnością, ani nie jest wydzierżawiony, ja go mam tylko pod opieką. Już i tak mam w miarę wolną rękę (wiele godzin dyskusji i kilka kłótni), jednak to wciąż za mało, aby robić z konikiem wszystko czego chcę, jeszcze z kilku innych powodów. Ale przypomniałaś mi właśnie, że warto walczyć. Dziękuję (:
A galopu jeszcze nie wprowadzam właśnie ze względu na te problemy z koncentracją. A jak poprawi się koncentracja, to od razu także i cała reszta.
Chodzi mi tu przede wszystkim o drążki (które przecież mają duży wpływ także na chodzenie po płaskim). Kiedy jesteśmy w siodle, to zawsze mamy o wiele większy wpływ na wiele czynników. Właśnie krok, tempo, głowa - przez cały czas "podpowiadamy" co koń ma robić, aby było lepiej. Na luzie koń ma o wiele większą swobodę, on decycuje o swoim tempie, najeździe itd. i dzięki temu sam się uczy. My właściwie tylko stoimy i podtrzymujemy sam kłus i koło, a koń o reszcie myśli sam - jak unieść nogi, jak długi wykrok zrobić. Także i sam pokonuje lęk. Miałam konia, który pod siodłem był po prostu świetny. Nie dość, że miękki w chodach, to jeszcze lekki w pysku, wrażliwy na dosiad, ale panicznie bał się drążków (odbijało się to w skokach - chciał jak najszybciej pokonać przeszkodę). Nawet kiedy stawałam się bierna i pozwalałam mu iść nad nimi wedle woli - uciekał, albo wręcz skakał nad nimi. Cały następny tydzień chodził luzem. Najpierw przeprowadzałam go w ręku nad pojedyńczymi drągami, potem puszczałam go samego na lonży. Po tygodniu znowu w siodło i jak ręką odjął. Wciąż przez jakiś czas nieco na samych drążkach przyspieszał, ale wtedy znowu byłam bardziej bierna, aż przestał całkowicie. Na przeszkody też mogłam najeżdżać na biernej, luźnej wodzy, tylko głosem mu pomagałam.
Oczywiście to co wyżej napisałam to nie to samo, co praca na lonży w celu jakiejś... konkretnej poprawy (zebranie itd.). Może wczesniej źle to ujęłam. Chodziło mi właśnie o to, że dając koniowi dużo luzu na lonży możemu sprawić, że on SAM zwalczy w sobie jakąś blokadę, SAM pomyśli, żeby zwolić, SAM pomyśli, że lepiej jest unieść nogi. Takie bierne lonżowanie.

#11
Magda Pawlowicz

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 976 postów
Ja stosuję rozprężenie na lonży przed jazdą o ile jest potrzebne. czyli jeśli np koń jest po przerwie i nie jestem pewna jego zachowania, skupienia na mnie, wtedy wole zacząc na lonży i UZYSKAĆ POSŁUSZEŃSTWO z ziemi. A więc nie jest moim celem (choc czasem tak wychodzi i wtedy bywa, że na tym kończe trening:-) zagonienie konia z lonży, zmęczenie go, tylko spupienie na mojej osobie i uzyskanie posłuszeństwa, oznak uległości. Wtedy na ogół jak na konia wsiadam to chodzi on tak, jakby nie było owej przerwy (no, w tendencji:-) zresztą ja piszę dużo o pracy z ziemi na blogu-jakby sie komuś chciało to zapraszam do czytania:-)
http://wwr.com.pl/sp...jezdzieckie-wwr

generalnie jest niewątpliwie prawdą że praca na małym kole szkodzi w nadmiarze, dlatego ja staram się skrócić ten etap jak tylko jest to możliwe ze względów bezpieczeństwa ( w wypadku surowego konia zwłaszcza)
A co do wprowadzania konia do pracy po kontuzji albo po innej przerwie-ja akurat mam bardzo dużą kontrole nad moimi końmi na lonży a czuję się bezpieczniejsza lonżując niż prowadzając w ręku takiego "dynamita", nie lubie mieć konia na sobie.
Natomiast jeśli lonżowanie jest niewskazane to wolę prowadzać tego konia przy drugim koniu,na którym jadę. Sporo jeździłam w ten sposób w tereny z jedną klaczą, która ze względu na lipcówkę dość często latem nie może być siodłana. Robiłam tak również galopy w terenie, z dwoma końmi.
Dołączona grafika

#12
Martunia005

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 2134 postów
A ja jestem ciekawa jakimi patenty używacie podczas lonżowania konia? U mnie w grę wchodzi chambon, lub wypinacze trójkątne. Konie przeważnie biorę na lonżę w celu poprawienia równowagi na kole oraz poprawnego rozluźnienia.
A miało być tak pięknie
miało nie wiać w oczy nam
i ociekać szczęściem
miało być "sto lat! sto lat!"

#13
Maria89

    "Młoda szlachcianka z kasztanką"

  • Moderator
  • 14904 postów

Wyświetl postUżytkownik Magda Pawlowicz dnia 02 maj 2013 - 20:25 napisał

Ja stosuję rozprężenie na lonży przed jazdą o ile jest potrzebne. czyli jeśli np koń jest po przerwie i nie jestem pewna jego zachowania, skupienia na mnie, wtedy wole zacząc na lonży i UZYSKAĆ POSŁUSZEŃSTWO z ziemi. A więc nie jest moim celem (choc czasem tak wychodzi i wtedy bywa, że na tym kończe trening:-) zagonienie konia z lonży, zmęczenie go, tylko spupienie na mojej osobie i uzyskanie posłuszeństwa, oznak uległości. Wtedy na ogół jak na konia wsiadam to chodzi on tak, jakby nie było owej przerwy (no, w tendencji:-) zresztą ja piszę dużo o pracy z ziemi na blogu-jakby sie komuś chciało to zapraszam do czytania:-)
http://wwr.com.pl/sp...jezdzieckie-wwr
I to jest właśnie to o czym napisałam w swoim pierwszym poscie :) Jeśli chcę wziąć konia na lonżę przed jazdą, żeby sprawdzić czy nie będzie go roznosiła energia to każę mu PRACOWAĆ (czyli oczekuję od niego m.in. żeby był skoncentrowany na mnie) a nie biegać w kółko i brykać bez sensu.

DziewczynaWKapeluszu, uważam, że na takie sprawy jak tempo, wygięcie, zaangażowanie zadu, wykrok itp lonzujący ma duzy wpływ i nie do końca zgadzam się z tym, że koń jest pozostawiony sam sobie. Dla mnie lonzowanie to normalny trening, w którym uczestniczę tak samo jak podczas jazdy. Jedyne o czym trzeba pamiętać to właśnie na obciążenie wynikające z pracy na kole. Dlatego lubie pracowac na dwóch linkach, kiedy mozna dużo rzeczy ćwiczyć na prostych.

Co do patentów to najczęściej używam trójkątów, ale nie dlatego, że są moim ulubionym tylko dlatego, że u większości koni widziałam dobrą reakcję na ten rodzaj wypięcia. Ale jeśli widzę potrzebę to zmieniam wypięcie na inne.
I uważam, że jeśli już decydujemy się na pracę na wypięciu to trzeba trzeba pamiętać, że powinno się je dopasowywać również do poziomu wyszkolenia konia.
Dołączona grafika

Ic maj lajf :D

#14
fuzja1

    fruzja1 ,,leśny driverek"

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 3297 postów
Ostatnio podjęłam się ,,wychowania" pewnego konika , czy go będę zajeżdżać ? Nie wiem, odległe plany. Co do sensu pracy z ziemi i na lonży z tym okazem nie ma najmniejszej wątpliwości. Planem obecnym jest nauczenie go / respektu/ w i pracy na ,,lonży" tj wolno puszczonym na roudnpenie i dopiero kiedy wygasną bunty na zamkniętej mniejszej przestrzeni i docierać bez szemrania komendy, wówczas jeszcze na tym okólniku ale już na lonży i jeśli zda na niej ,,egzamin", nastąpi wyjście na większą przestrzeń czyli ujeżdżalnię na której będzie dalej lonżowany np. pod siodłem, a z czasem prawdopodobnie na wypinaczach trójkątnych. Na chwilę obecną koń nie ,,nadaje" się do pracy na otwartej przestrzeni, wyrywa już z ręki prowadzony na placu, kiedy tylko oddali się od stada . Dodam, że ma za sobą udane próby odpalenia wrotek i popalenia rąk lonżą komuś tam.. ;) Recydywa :mrgreen: Na początku zaryzykowałam pooprowadzanie się z nim w ręku na kantarze, była jedna udana próba ucieczki, po czym jeszcze 4 z latającymi wesoło kopytkami: nieudane, utrzymałam wesołka całą sobą, zdziwił się bardzo, pierwszy raz mu się nie udało, a ja 2 dni czułam stawy w ramionach :)
Pierwsze co pomyślałam: tak się bawić nie będziemy ;) ON za nic ma na rounpenie zachowanie ,,na kota" rzucanie linką, smyrnięcie batem typu ujeżdżeniówka przez kogoś tam..jedyne co respektuje to konkretny bat do lonżowania, co mu zafundowałam, to z kolei wpadł w szał wierzgania i napędzania się po ścianach, mimo że wygasiłam swą energię do poziomu neutralnego stania / odczekanie ataku złości, strachu itp /
Od tamtej pory wędzidło w pysk.
Pracujemy w ten sposób: wolno puszczony na okólniku na ogłowiu, po czym wyjście na zewnątrz i oprowadzanie w ręku na wędzidle / dość łagodna oliwka/ idąc grzecznie ,luźno czego się nie spodziewałam w tym miejscu i jego luzie: ponownie spróbował manewru, jak spróbował tak i też zarył w miejscu.. coś poczuł w pysku. Prowadzam go na luźnej linie, ale dość blisko przy pysku, on sam czuje co i jak, dodam: konik ma 5 lat , zna człowieka dobrze, tak dobrze ,że zrozumiał ,że nic nie musi.
Konie są szczere. Zawsze powiedzą Ci jak jest naprawdę. Drugi człowiek powie Ci swoją opinię, ale koń powie Ci fakt. Niektórym ciężko jest to udźwignąć.
Ray Hunt

#15
Magda Pawlowicz

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 976 postów
ja bym w takiej sytuacji nie użyła wędzidła a łańcuszka (może być do kantara zwykłego, z tasmy, przewlekany przez boczne pierścienie) żeby nie psuć koniowi pyska. ja wojuję z taką recydywą już od dłuższego czasu, doszliśmy do kolca w któryms momencie, teraz da się polonzowac na kantarze (na ogół) Ma na imie Jaspis i jest to dłuuuuuuga historia:-)
Dołączona grafika

#16
fuzja1

    fruzja1 ,,leśny driverek"

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 3297 postów
Przekażę ten patent właściwej osobie, ostatecznie nie ja decyduję o wszystkim. On się nie szarpie, my nie szarpiemy, nie wisimy, ciągniemy , itp, nie jest prowadzony na ścisku, ma luz, tylko jak przyjdzie mu do łba ułańska fantazja, jego wybór ;) Kumaty jest.
A ,,lonżowany" jest jak pisałam : luzem, kiełzno memli sobie bez dodatkowej ingerencji ręki. Nawet lepiej na niego działa kiedy ma w pysku, bardziej skupia się na nim zamiast na oszołomstwie, ach jego mina: bezcenna...najlepsze były 2 pierwsze dni z nową ,,ciocią" wyczuwał mnie i testował wg kogoś..jego wyraz buzi na początku pracy był niesamowity: pierw całkowicie nieobecna ,,twarz" a kiedy zauważył, że nie można mnie ot tak zignorować / przystawał i łapał trawkę w locie/ i nie może przy mnie skubać zielonki.. to nagle :stulone uszy, kaprawe oczka zmarszczone nozdrza, łopatka do wewnątrz, szyja odgięta, wyrwanie z kopyta i fruwające zadnie, konika cierpliwość znaczy się wyczerpała :) Było prawie leżenie na boku, chowanie przy wyjściu , próby zmiany kierunku, wszystko to znamy. Końcowy obrazek jego pyszczka : Strzyżenie uszami do mnie, szyja w moją stronę, oczka proszące o coś..i przedziwna chęć podejścia do mnie : przodem z uszkami do przodu. Tak skończyła się nasza pierwsza lekcja.
Konie są szczere. Zawsze powiedzą Ci jak jest naprawdę. Drugi człowiek powie Ci swoją opinię, ale koń powie Ci fakt. Niektórym ciężko jest to udźwignąć.
Ray Hunt

#17
Magda Pawlowicz

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 976 postów
Czyli zrobiłaś połączenie wg Montyego:-)
Dołączona grafika

#18
fuzja1

    fruzja1 ,,leśny driverek"

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 3297 postów
Nie jestem pewna czy tak do końca...bo już doszło do etapu ,że się uspokoił, zerkał na mnie, postawa prosząco-uległa, chęć zbliżenia, chciałam przetrzymać go jeszcze odpowiednią chwilę.. to usłyszałam, że on ma dość i na raz taka akcja uszkodzi go.. wg mnie brakło tych ,,5 minut" do pełnego obrazu. Stanęło na tym, że podchodziłam bokiem ,on podchodził przodem z pozytywnym nastawieniem, chwilę szedł za mną, po czym poczuł się zwolniony ze współpracy i nurkował w kępkach trawki, oczywiście nie pozwoliliśmy na skubanie, poćwiczyliśmy jeszcze prowadzenie w ręku na zewnątrz, tam nastąpiły próby wyrwania. Na drugi dzień właścicielka przejęła zadanie na okólniku , doszedł do etapu oblizywania się , po czym zbliżenie obu stron, ale bardziej odczytałam jego reakcję jako: uff, już koniec ..po czym znów prowadzenie na zewn. w ręku bez odpału. W nast. lekcji znów go przejęła, w pewnym momencie jakby ją ignorował, nie buntował się, nie uciekał , ale szedł swoim tempem i za nic miał gesty ,,kota"..Lekcja nr 4 : znów ja i on, tym razem konkretnie bacior plus konkretny głos..już chodził bardziej zrównoważony, bez akcji wierzgania i pędzenia, nawet reaguje na komendy : stęp ,kłus, chętnie podchodzi do człowieka. Zbyt chętnie, zwodnicze :) Znów lekcja w ręku, ale na kiełźnie i próba wyrwania. Jedna. To recydywa. Niby był ten join up a nie jestem do końca przekonana, po prostu będę z nim systematycznie pracować. Chyba, że ktoś stwierdzi, że jestem za ostra..
Konie są szczere. Zawsze powiedzą Ci jak jest naprawdę. Drugi człowiek powie Ci swoją opinię, ale koń powie Ci fakt. Niektórym ciężko jest to udźwignąć.
Ray Hunt

#19
Magda Pawlowicz

    Advanced Member

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 976 postów
No ja też bym kontynuowała pracę, jeśli koń by mnie "porzucił" z jakiegokolwiek powodu to bym go wygoniła raczej. Ale to zawsze trzeba "na bieżąco" dopasowywać do konia. A co do reakcji właścicieli-pewni ludzie nie powinni widzieć jak się pracuje, nalezy im pokazywać dopiero efekt:-) Jak ktos sobie konia rozpuścił do takiego stopnia do zapewne nalezy do tego rodzaju ludzi:-)
Dołączona grafika

#20
fuzja1

    fruzja1 ,,leśny driverek"

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 3297 postów
Miłość za to że są, ale wychowane , żaden nie skoczy, nie kłapnie zębami, nie odsadzi, odstawi, nastawi..są grzeczne, tylko z respektem kiedy co do czego czyli do roboty jest na bakier, na to się nie umawiały z człowiekiem :) ale nie wszystkie, jedna co ją zajeździłam dużo wcześniej nie zapomniała siodła i samodzielności w terenie ,ale to inna bajka .
To nie tyle kwestia rozpuszczenia, co nie wymagania pewnych rzeczy przez wiele lat czyli jakiś obowiązków, i te wiele lat ,,wakacji" mocno wryło się w koński światopogląd :) Podobnie jak u ludzi .
Konie są szczere. Zawsze powiedzą Ci jak jest naprawdę. Drugi człowiek powie Ci swoją opinię, ale koń powie Ci fakt. Niektórym ciężko jest to udźwignąć.
Ray Hunt





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych